Felietony o języku, sąsiedztwie i kulturze codziennej
Język
Czas czytania: 3 min · Tomasz Bielecki
O godzinie 9:30 w poniedziałek na biurku w redakcji pojawił się nowy mail. Z pozoru nic nadzwyczajnego, jednak treść tego komunikatu wzbudziła moją refleksję nad stylem komunikacji w dzisiejszym świecie. Czasami zdarza się, że zamiast zwięzłego zdania, otrzymujemy rozbudowane elaboraty, które wydają się nie mieć końca. Właśnie tak było w tym przypadku.
Rano, kiedy otworzyłem wiadomość, zastałem formalny styl, którego nie sposób przeoczyć. Wprowadzenie do tematu zawierało całą masę zbędnych zwrotów grzecznościowych, a sama kwestia, którą poruszał nadawca, mogła być ujęta w jednym krótkim zdaniu. Zamiast tego, z ekranu spoglądały na mnie akapity, które nic nie wnosiły do meritum sprawy. Zamiast komunikatu, który mógłby być jednym zdaniem, otrzymałem przydługą narrację o tym, jak „w kontekście ostatnich ustaleń” postanowiono „zgłosić zapotrzebowanie na dodatkowe informacje”.
W obliczu codziennych obowiązków, tak rozbudowane maile są wyzwaniem, które można by z łatwością zminimalizować. Zamiast stracić czas na interpretację zagmatwanych sformułowań, wystarczyłoby napisać: „Proszę o dodatkowe informacje w związku z ostatnimi ustaleniami”. I temat byłby zamknięty.
Z drugiej strony, w mojej skrzynce mailowej znalazł się również mail w stylu mniej formalnym. Nadawca, przyjaciel z branży, zgrabnie ujął sprawę w kilku zdaniach. Nawiązując do wspólnego projektu, napisał: „Cześć, potrzebuję Twojej opinii na temat naszego ostatniego spotkania. Co sądzisz?” Tak prosta forma komunikacji sprawiła, że odpowiedź przyszła natychmiastowo, a temat został omówiony w ekspresowym tempie.
Co ciekawe, różnice w stylach komunikacji nie wynikają tylko z osobistych preferencji. W środowisku formalnym często panuje presja, aby wszystko było dokładne i precyzyjne. Dlatego też nadawcy czują potrzebę wciągania w wiadomość dodatkowych informacji, które mogą być nieistotne. W przypadku maila od przyjaciela, wolność stylu sprzyja bezpośredniości i efektywności. Dynamika rozmowy, która ma miejsce w nieformalnej korespondencji, pozwala na szybsze podejmowanie decyzji.
Zderzenie tych dwóch stylów nasuwa pytanie o to, kiedy i w jakich okolicznościach lepiej zastosować formę mniej formalną, a kiedy warto postawić na bardziej wyrafinowany ton. W kontekście biznesowym, formalne maile mają swoje miejsce, ale nie powinny stać się pułapką, w którą wpadamy każdego dnia. Zbyt wiele formalności traci na wartości, gdy nie służy jasno określonemu celowi.
Warto zatem przeanalizować, jak komunikuje się w różnych sytuacjach. Często największą wartością jest umiejętność dostosowania się do odbiorcy i kontekstu. Współczesny świat wymaga elastyczności, a umiejętność szybkiego przejścia od formy formalnej do nieformalnej może przynieść korzyści zarówno w relacjach zawodowych, jak i prywatnych.
Z pamięcią o poniedziałkowym mailu, który mógł być jednym zdaniem, zachęcam do refleksji nad naszą codzienną komunikacją. Może warto spróbować uprościć nasze wiadomości, nie zatracając przy tym ich sensu i przekazu.
W końcu, w erze komunikacji elektronicznej, umiejętność zwięzłego i klarownego wyrażania myśli zyskuje na znaczeniu. Warto postawić na jakość, a nie na ilość słów. Przydadzą się nam zarówno formalne, jak i nieformalne style komunikacji, ale kluczem do sukcesu jest ich właściwe wyważenie. W kontekście współczesnych relacji międzyludzkich, prostota często okazuje się być najlepszym rozwiązaniem.
Na zakończenie wspomnę jeszcze, że w naszej redakcji zainstalowaliśmy nowy system, który ma na celu ułatwienie komunikacji. Jak na razie, nie wprowadziliśmy zmian w stylu pisania, ale to może wkrótce ulec zmianie. W końcu każdy mail, bez względu na jego formę, jest częścią większej całości. Warto, by był wyrazem naszej myśli, a nie tylko zbiorowiskiem słów.
Zachęcam do odsłuchania nagrania, w którym porównujemy różnice między mailem formalnym a zwykłym.
Tomasz Bielecki
Felietonista i recenzent. Pisze o sporach społecznych i kulturze słowa.
Następny felieton: Długopis i zdanie skreślone we wtorek
Poprzedni felieton: Rozmowa w czterech ścianach: Kiedy sprawy ustępują miejsca osobom