Felietony o języku, sąsiedztwie i kulturze codziennej
Opinie
Czas czytania: 2 min · Tomasz Bielecki
Wyobraźmy sobie scenę. Klient otwiera stronę internetową, a na ekranie pojawia się baner z prośbą o zgodę na wykorzystywanie cookies. Zazwyczaj towarzyszy mu stwierdzenie, że dzięki tym technologiom możemy dostarczać lepsze i bardziej spersonalizowane treści. To, co jednak często umyka uwadze, to rzeczywistość, która rozgrywa się w tle, zanim jeszcze użytkownik zdąży kliknąć “Akceptuję”.
Pierwsze wejście na stronę generuje jedno żądanie HTTP. Może to być skrypt lub piksel 1x1 z cudzej domeny, który odnotowuje wizytę. Zanim ktokolwiek zdecyduje się na przyznanie zgody, przeglądarka przekazuje już kilka cennych informacji. W każdym żądaniu zawarte są dane takie jak adres IP oraz user-agent. , że skrypt dodaje również informacje o adresie artykułu, stronie poprzedniej, nazwie zdarzenia (najczęściej page_view) oraz unikalnym identyfikatorze.
Identyfikator często znajduje się w ciasteczku, takim jak _ga przy Google Analytics czy _fbp przy pikselu Meta. To tylko znacznik przeglądarki, a nie dane osobowe. Czasem identyfikator ten leży w localStorage, co oznacza, że lista cookies może być pusta, a numer i tak wraca w parametrze. W praktyce oznacza to, że pierwsze wejście zakłada numer, a przy kolejnych wizytach identyfikator pozostaje ten sam, nawet jeśli zmienia się URL.
Rozkład takiego żądania jest w tekście co wysyła tracker przy otwarciu artykułu.
| Parametr | Opis |
|---|---|
dl | Adres artykułu |
dr | Referrer (adres poprzedniej strony) |
en | Nazwa zdarzenia (np. page_view) |
cid | Identyfikator przeglądarki |
Warto zwrócić uwagę, że w żądaniu nie znajdują się treści artykułu, hasła ani pliki z dysku. Baner pojawia się często spóźniony, a żądanie jest wysyłane, zanim użytkownik zdąży kliknąć “Akceptuję”. Zamykanie krzyżykiem nic nie cofa. Geolokalizacja na podstawie IP to również nie to samo, co GPS. Miasto, które widzimy w bazach danych, często bywa mylone.
Aby lepiej zrozumieć, jak działa ten proces, warto sprawdzić, co dzieje się w oknie prywatnym przeglądarki. Otwierając zakładkę “Sieć”, możemy zobaczyć obce domeny oraz ścieżki takie jak collect, pixel czy g/collect, zanim klikniemy baner.
Wszystko to składa się na niepokojącą rzeczywistość, w której słowo analityka na banerze nie zawsze ma pokrycie w tym, co dzieje się w rzeczywistości. Użytkownik jest często nieświadomy, że akceptując cookies, zgadza się na więcej, niż mu się wydaje. Dla chcących zgłębić temat, zachęcam do zapoznania się z artykułem: co wysyła tracker przy otwarciu artykułu.
Używanie technologii śledzenia staje się zatem tematem, który wymaga nie tylko zgody, ale także zrozumienia tego, co za nią stoi. Warto być świadomym, co tak naprawdę dzieje się w momencie, gdy klikamy w zgodę na cookies. To nie tylko technologia, lecz także nasza prywatność, która może być zagrożona, jeśli nie będziemy czujni.
Tomasz Bielecki
Felietonista i recenzent. Pisze o sporach społecznych i kulturze słowa.
Następny felieton: Okładka jak plakat: wizualna siła rapu lat 90
Poprzedni felieton: Jak nie dać się złapać na chwytliwe tytuły, które wprowadzają w błąd